– On, ojcze, o pomniku mówi. Jermaka Timofiejewicza.

a,

– Nie przyjadą, Lorraine. Jeszcze nie rozumiesz? Twój bohater, wielki agent Quincy,
– Moglibyśmy podstawić kogoś, kto będzie się podawał za nastolatka. Sprawdzimy, czy No
Proszę sobie wyobrazić kosmyk bródki przy do czysta zgolonych wąsach, pod
podobne, żeby myśleć w ten sposób o policjantce. Praca to praca. Zwłaszcza ostatnio.
bardziej szczegółową charakterystykę poszukiwanego. Doświadczenie podpowiadało mu, że
kaptur, popluł w ręce i zaczął się wspinać.
– I to się sprawdziło? – spytała z nadzieją w głosie. – Są teraz uczciwymi, normalnymi
utwór pana Dostojewskiego?” Obcesowość, z jaką zwrócił się do mnie
samobójstwo godnego pogardy Judasza, i przeraziło się bardzo, że pustelnik dopuścił się na
– Nie dostaniecie Becky! Cholera, Rainie, tylko ona mi została!
Jewgieniewny. – Sama dawniej za nimi przepadałam. Okropna szkoda, że w Moskwie nosi się
w Besançon
A może wciąż był pomocnikiem Richarda? Pomyślała o tym, co wczoraj powiedział
– Mamo, co się stało ze szkołą?

- Czy mogłabyś na chwilę stać się kilkoma różnymi kwiatami?

- Panna Ingrid na pewno nie będzie miała...
- Nie, zostanę w hotelu. Proszę przyjechać po mnie i chłopca jutro o jedenastej rano. Lecimy o drugiej po po¬łudniu.
żeby ją zadowolić. Uśmiechając się do niej i leniwie wodząc palcem po wnętrzu jej uda, powiedział: - Jesteś najseksowniejszą kobietą, jaką znam, Lila, ale czasem przechodzisz samą siebie. Tak jak teraz, albo zeszłej niedzieli. - Zeszłej niedzieli? - Spojrzała na zegarek, przeklęła pod nosem i usiadła prosto. - Nie pamiętasz? Kiedy cię odwiedziłem. - Boże, ależ ja muszę wyglądać. - Pospiesznie wygładziła sukienkę i zaczęła rozprostowywać skotłowany koc w poszukiwaniu majtek. - Jeśli George będzie w domu, gdy wrócę... - Nie masz się o co martwić - uspokoił ją, usiłując powściągnąć niecierpliwość. - Jest zajęty. Będzie w odlewni jeszcze przez kilka godzin. - Może niespodziewanie wrócić. - Lila znalazła wreszcie swoją bieliznę. Wstała i włożyła ją, a potem schyliła się po kapelusz. - Ostatnio zachowuje się dość dziwnie. Obserwuje mnie. Chyba coś podejrzewa. - To tylko twoja wyobraźnia. - Na początku też tak myślałam, ale tamtej nocy, kiedy wróciliśmy do domu po stypie, zapytał mnie, gdzie zniknęłam. Chris połaskotał ją pod brodą. - Ale przecież mu nie powiedziałaś. Lili nie wydało się to zabawne. - Od tamtej pory stałam się dla niego kochana i czuła. Próbowałam uśpić jego czujność, ale nie sądzę, by dał się przekonać. Dużo o tobie mówi i przygląda mi się, gdy sądzi, że tego nie widzę. W świetle niedawnej rozmowy z George'em, Chris zaczął się zastanawiać, czy Lila nie ma przypadkiem racji. Jeżeli jednak Robson podejrzewał ich o romans, to co z tego? Nie obchodziło go, czy mąż Lili o tym wie. W tej chwili interesowała go jej współpraca, jeżeli będzie potrzebna. Poszedł za Lilą, wspinającą się na niski pagórek, za którym zostawiła samochód. Rzuciła kapelusz na tylne siedzenie i otworzyła drzwi od strony pasażera. - Zaczekaj - odwrócił ją i przyciągnął do siebie. - Nie pożegnasz się ze mną? - Chris, nie mam czasu. - Jesteś pewna? - wymruczał, skubiąc ją w ucho. Odepchnęła go, na żarty. - Powinnam czekać w domu na powrót mojego kochającego męża po ciężkim dniu pracy. Musisz sobie znaleźć inną dziewczynę do zaspokajania potrzeb. - Ścisnęła go szybko, zachęcająco. - Nie chcę innej dziewczyny. - Wsunął nogę pomiędzy jej uda i zaczął się ocierać o jej krocze. - Chcę kobiety. Ciebie, Lila. A ty chcesz mnie, ponieważ wiem, jak uczynić cię szczęśliwą. Nie było to najbardziej stylowe pieprzenie, a już na pewno niezbyt wygodne, ale Chris doprowadził Lilę do kolejnego orgazmu, a dla niej liczyło się tylko to. Kiedy wreszcie ją puścił, oddychała ciężko, a jej oczy błyszczały z podniecenia. Teraz nadszedł najlepszy moment, żeby ją zapytać, pomyślał. - Pomożesz mi, Lila, kiedy będę cię potrzebował, prawda? - Spróbuję. - Usiłowała wygładzić sukienkę, ale cienki materiał przywierał do jej spoconej skóry, - Czasem trudno mi się od razu wyrwać z domu. - Nie miałem na myśli wyłącznie seksu, tylko sytuację, kiedy rzeczywiście będę cię potrzebował. Odsunęła się i spojrzała na niego ze zdziwieniem. - Potrzebował mnie do czego? Chris przesunął dłońmi po jej ramionach, czule, delikatnie. - Na przykład, gdy twój wujek, Rudy, zapyta cię, czy byłem u ciebie w niedzielę po południu.
- Chcesz mnie jeszcze gdzieś zabrać - spytał zdumiony Mały Książę.
Ruszył w stronę drzwi, ale szedł coraz wolniej, a w koń¬cu odwrócił się. Dziwne, wyglądało na to, że gdy dopiął swego i mógł już działać, wcale nie miał ochoty nigdzie
- Gdybyś miał zeznawać przed sądem, czy mógłbyś zaświadczyć pod przysięgą, że Watkins specjalnie zaatakował Chrisa nożem? - Czy to nie oczywiste? Chris miał rozcięte ramię. Sayre zatrzymała się na poboczu, pod magnolią, której cień chronił ich przed słońcem. Zostawiła silnik na jałowym biegu i spojrzała na Becka. - Pewnego razu, gdzieś na początku liceum, gdy byliśmy nastolatkami, stroiłam się w łazience. W domu były jeszcze trzy inne, ale mimo to Chris nieustannie pukał do drzwi i naprzykrzał mi się. Bez powodu, po prostu dlatego, że był znudzony. Wreszcie otworzyłam i powiedziałam, żeby poszedł do diabła i zostawił mnie w spokoju. Chris przepchnął się obok mnie i wszedł do środka. Zaczęliśmy się szarpać. Nagle wrzasnął okropnie i krzycząc, płacząc, wybiegł z łazienki, w poszukiwaniu Huffa. Powiedział, że zaatakowałam go lokówką. Na dowód miał na ramieniu brzydkie poparzenie. - Sayre przerwała, aby zaznaczyć, że doszła do kulminacyjnego punktu hi-storii. - Kiedy otworzyłam Chrisowi drzwi, nie miałam w ręku lokówki. Owszem, była włączona, ale leżała na stoliku. - Sugerujesz, że specjalnie się oparzył? - Tak. Warto było znieść trochę bólu, żeby wpakować mnie w kłopoty. - Chcesz powiedzieć, że Chris mógł sam nadziać się na nóż Klapsa Watkinsa? Spojrzała na niego długo, a potem wrzuciła bieg i ruszyła w dalszą drogę. - Wasze spotkanie z Watkinsem było dziś tematem plotek. - Gdzie zasłyszałaś owe plotki? - W salonie kosmetycznym. Sponad zsuniętych na nos okularów przeciwsłonecznych spojrzał na jej potargane wiatrem włosy. - Zrobiłam sobie pedikiur - mruknęła niechętnie. Dało to mu sposobność do pochylenia się i spojrzenia w dół, na zgrabną prawą łydkę, kończącą się stopą wciśniętą w pedał gazu. Od kiedy wyjechali z miasta, samochód mknął z równą prędkością stu pięciu kilometrów na godzinę. - Hm, ładne, ale co to za kolor. Ani czerwony, ani różowy. Jak to nazywasz? - Beż Marilyn. - Marilyn, jak Monroe? - Tak przypuszczam. Nigdy się nad tym nie zastanawiałam. Zresztą, kolor moich paznokci u stóp nie ma tu najmniejszego znaczenia, Beck. Liczy się to, że salon piękności jest skarbnicą miejscowych nowinek. Kosmetyczki mogą nie wiedzieć, gdzie znajduje się Irak, ale z pewnością się orientują, kto z kim sypia, kto w zeszłą sobotę został zaatakowany nożem i tak dalej. - Czy właśnie w ten sposób udało ci się odnaleźć przysięgłych z procesu Chrisa? Spojrzała na niego wyniośle, ale nie dała się zbić z tropu. - Otóż nie - odparła chłodno. - Tę akurat informację uzyskałam z sądu. Zastanawiałam się, czy Huff o tym wie - dodała po krótkiej przerwie. - Owszem, wie. Sądziłaś, że utrzymasz spotkania z tymi ludźmi w tajemnicy? Nie jesteś nikim, Sayre. Możesz nosić pospolite ciuchy z lokalnego sklepu odzieżowego, ale dla tubylców nadal będziesz wyglądała jak „miastowa". To, że pojawiłaś się tutaj po dziesięciu latach nieobecności, jest wielkim wydarzeniem, a twoje mieszanie się w sprawy Huffa jest jeszcze bardziej ekscytujące. Ludzie czują przed tobą respekt, ale nikt nie chce wystąpić przeciwko Huffowi Hoyle'owi. - Kiedy zaczęłam do nich dzwonić, wiedziałam, że prędzej czy później Huff i Chris się o tym dowiedzą. I ty - dodała, spoglądając na niego. - Ale nic mnie to nie obchodzi.
panowie o tym wiedzieć. - O czym? - Pańska siostra jest na dole i robi awanturę. 10 - Sayre tu jest? - spytał oszołomiony Chris. Zmierzający do łazienki Huff zrobił w tył zwrot. Beck zerwał się z sofy i podszedł do okien. Nie dostrzegł niczego niezwykłego w hali. Wszyscy zajmowali się swoją robotą. - Zamierzała wejść bramą dla pracowników, nie dla gości - wyjaśniła Sally. - Mamy nowego strażnika, który jej nie rozpoznał i zatrzymał przy wejściu. Pani Sayre domaga się wpuszczenia do fabryki. - Powiedziała po co? - spytał Huff. Sally się zawahała, zanim odrzekła: - Mówi, że jest właścicielką tego miejsca. Mimo to strażnik obawiał się wpuścić ją do środka bez zezwolenia. - Powiedz, żeby ją zatrzymał - powiedział Chris. - Skontaktujemy się z nim. - Urządza tam piekło, jak to sam określił. - Powiedz, że jeśli nie wykona swojej cholernej pracy, ja mu dopiero urządzę piekło - rzucił Chris i przerwał połączenie. Huff się roześmiał, wydmuchując chmurę dymu. - Cóż, chłopcy, wygląda na to, że nasz nieobecny wspólnik nagle zainteresował się firmą. Nagłe pojawienie się Sayre chyba nie wydało się Chrisowi aż tak zabawne. - Zastanawiam się dlaczego - zauważył. - Zgodnie z tym, co twierdzi, jest właścicielką tego miejsca - powiedział dobitnie Huff. - Ma prawo tutaj być. - To prawda - wtrącił Beck. - Pod każdym legalnym względem jest wspólnikiem firmy, ale czy jesteś pewien, że chcesz ją wpuścić do fabryki? - Absolutnie nie - odparł Chris. - Dlaczego nie? - spytał Huff. - Choćby dlatego, że to niebezpieczne. Huff uśmiechnął się przebiegle do Becka. - Całymi latami zaprzeczaliśmy wobec inspektorów OSHA, że praca w fabryce niesie z sobą potencjalne niebezpieczeństwo. Jeżeli wpuszczę do środka własną córkę, dam wyraźny znak, że jestem przekonany o bezpieczeństwie tego miejsca, nieprawdaż? Jak zwykle Huff potrafił wykorzystać nawet najbardziej niekorzystną sytuację do swoich celów. Beck musiał przyznać, że jego punkt widzenia w tej sprawie mógł przynieść korzyści. Mimo to, wciąż miał obawy. Najwyraźniej Chris również. - To zły pomysł i zamierzam jej o tym powiedzieć. W końcu jestem tu dyrektorem. Jeżeli zabronię jej tam wchodzić, nie będzie miała nic do gadania - rzekł, podchodząc do drzwi. - Zaczekaj chwilę, Chris. - Huff podniósł rękę. - Jeżeli postąpisz w ten sposób, Sayre zacznie podejrzewać, że coś przed nią ukrywamy. Beck niemal widział obracające się trybiki w głowie starego, gdy ten przesuwał językiem papieros z jednego kącika ust do drugiego. Wreszcie spojrzał na Becka. - Ty do niej pójdziesz. Wyczuj ją, wysłuchaj, co ma do powiedzenia. Jeśli dojdziesz do wniosku, że najlepiej będzie ja stąd wyprowadzić, zrób to i zarygluj drzwi. Jeżeli uznasz, że dobrze wyjdziemy na wpuszczeniu jej do środka, zabierz ją na wycieczkę. Beck spojrzał na Chrisa. Nie wyglądał na zadowolonego, ale nie zaprotestował. Zapewne nie

- Jest mi pani potrzebna.
- Nie boję się! Potrafię się zachować wśród takich jak ty, nie myśl sobie.
- Puść mnie - zażądała.
- To jakiś spisek przeciwko mnie.
- Rozumiem - odparł, lecz widać było, że nic nie ro¬zumie.
- Tak, ponieważ on by tej korony nie przyjął - wyjaśnił Dominik. - Nienawidzi całej rodziny i wszystkiego, co się z nią wiąże. Wie już panienka od Madge, jaki był los jego rodziców. Potem, mniej więcej dziesięć lat temu, przyda¬rzyła się historia z pewną panną, w której książę Mark się zakochał. Narzeczona każdego z pretendentów do tronu mu¬siała uzyskać akceptację panującego, Mark przywiózł ją więc tutaj, do zamku. Niestety, panna wpadła w oko Franzowi, a ponieważ był pierwszy w kolejce do tronu, z ła¬twością odbił ją kuzynowi.

©2019 www.armis.ta-parlament.jaworzno.pl - Split Template by One Page Love